How does the survivor prepare themselves for confrontation with the abuser?

The below described considerations refer to adult victims of childhood sexual abuse who might be considering confronting their abusers in adulthood.

Survivors seek support before confronting the parent abuser:
– Conversations with therapists about recovery including confrontation
– Conversations with the siblings about support in confrontation
– The threat of “the abuse news” to the integrity of the family
– Survivor expectation of abuser“ acknowledging (validating) and apologising”
– Family expectation of survivor “forgiving and forgetting”

The aim of the confrontation is to step out of the victim position
– The confrontation is optional to step out of the abuse related victim position
– the content is about validation of memories / consequences of the abuse for the survivor
– sometimes the confrontation happens spontaneously with no preparation
– it is important to consider the option of the false memory syndrome (wrongful accusation)

The power of the confrontation should belong to the survivor:
– it is the survivor who initiates the time, place and the form of the confrontation
– the place of the confrontation has to be safe for the survivor (own home, own work place, therapist office, a public place like a restaurant)
– effective confrontation can be done in therapy with/without the abuser being present
– effective confrontation can be done in a phone call/a letter without the abuser being present
– it is the survivor who wants to set the records about past straight
– it is the survivor who says things from herself about herself to the abuser operates from within her own integrity
– the confrontation is supposed to provide closure to the victim/ a finished business
– the confrontation is supposed to clarify the relationships within the family

The doubts of the survivor about confronting the abuser could be caused by:
– a fear of hurting abuser’s feelings
– a guilt about putting herself first, before the abuser
– uncertainty about the past events (amnesiacs)
– fear of unexpected health consequences of the abuser (heart attack, stroke, etc)
– fear of rejection of the memories of abuse by the parent
– fear of anger reaction of the abuser
– fear of being socially ostracised/abandoned by this parent or by the whole family

The survivor has to stay realistic about the denial of the abuse by the abuser, which grows along with the level of social condemnation of the crime that had been committed

Contents extracted from the book by Catherine Cameron “Resolving Childhood Trauma. A Long-Term Study of Abuse Survivors (the US population research)” (Year 2000, Sage Publishing), Chapter 12 – Confronting the Abuser

Advertisements

Jak dobrze przeprowadzic konfrontacje ze sprawca przemocy?

Ponizej zaprezentowany material dotyczy przygotowania sie do konfrontacji ze sprawca przez osobe pokrzywdzona. Tematem konfrontacji jest wykorzystanie seksualne dokonane przez sprawce na osobie pokrzywdzonej w dziecinstwie.

Osoby pokrzywdzone zwykle szukają wsparcia innych bliskich sobie osob przed skonfrontowaniem sie ze sprawcą wykorzystania:

– prowadza rozmowy przygotowawcze ze swoim terapeuta podczas spotkan terapii tak aby dobrze przygotowac sie do konfrontacji ze sprawca przemocy (moze tu miecmiejsce realna badz symboliczna konfrontacja),
– prowadza rozmowy ze swoim rodzeństwem na temat wspomnien i weryfikuja z nimi wspomnienia z przeszlosci aby uzyskac wsparcie w trakcie planowanej konfrontacji,
– podczas konfrontacji dochodzi do zagrożenia spojnosci/sily rodziny przez „rewelacje o nadużyciach” i rodzina czesto uruchamia mechanizm zaprzeczania prawdy co ma niby „ochronic” rodzine przed rozpadem,
– osoby pokrzywdzone oczekuja od sprawcy „przyznania sie do winy (potwierdzenia faktow) i przeprosin za to czego dokonal gdy one byly dziecmi”,
– rodzina oczekuje od osoby pokrzywdzonej „wybaczania i zapomnienia” co moze byc trudne do realizacji biorac pod uwage wieloletnie skutki przemocy na psychike osoby pokrzywdzonej.

Glownym celem konfrontacji jest wyjście osoby pokrzywdzonej z zajmowanej przez nia przez wiele lat (ukrytej lub jawnej) pozycji ofiary:

– osoba pokrzywdzona musi pamietac ze konfrontacja ze sprawca nie jest procesem bezwzglednie koniecznym aby skutecznie wyjść z pozycji ofiary,
– treść konfrontacji dotyczc powinna osobistych wspomnień oraz emocjonalnych i praktycznych konsekwencji nadużycia dla osoby pokrzywdzonej (nie mowimy tu „to ty jestes winny” ale „przez to co mi zrobiles bylam nie do zycia przez x lat, etc..),
– czasami konfrontacja dzieje sie spontanicznie bez przygotowania i tak tez moze spelnic swoja role i okazac sie byc skuteczna,
– dla osoby pokrzywdzonej ważne jest takze rozważenie opcji posiadania „falszywych wspomnien” (ktore moga prowadzic do oskarżania kogos kto faktycznie nic nikomu nie zrobil).

Konfrontacja powinna pozwolic osobie pokrzywdzonej odzyskac wewnetrzna sile aby o siebie walczyc zawsze gdy jest jej to w zyciu potrzebne:

– to osoba pokrzywdzona powinna zainicjowac czas, miejsce i formę konfrontacji ze sprawca przemocy,
– miejsce konfrontacji powinno być bezpieczne dla osoby pokrzywdzonej (np własny dom, własne miejsce pracy, znajomy gabinet terapeutyczny, znajome miejsce publiczne jak restauracja),
– skuteczna konfrontacja może być przeprowadzona w trakcie spotkania terapii z lub bez uczestnictwa sprawcy (technika dwoch krzesel),
– skuteczną konfrontację można przeprowadzic w formie rozmowy telefonicznej lub w formie listu bez koniecznosci widzenia sie twarza w twarz ze sprawca,
– celem konfrontacji jest potwierdzenie co faktycznie zaszlo w przeszlosci miedzy osoba pokrzywdzona a sprawca,
– osoba pokrzywdzona powinna w trakcie konfrontacji mówic od siebie o sobie samej (to ja cierpialam, to mnie dreczyly koszmary, to ..) co pozwala osobie pokrzywdzonej zachowac spojnosc wewnetrzna,
– konfrontacja ma za zadanie zapewnić zakonczenie procesu mocowania sie osoby pokrzywdzonej z przeszloscia oraz zamknięcie niewyjasnionej sprawy miedzy osoba pokrzywdzona a sprawca raz na zawsze,
– konfrontacja ma na celu wyjaśnienie i nazwanie skomplikowanych relacji miedzy poszczegolnymi czlonkami rodziny osoby pokrzywdzonej.

Wątpliwości co do pomyslu nt konfrontacji ze sprawca mogą być spowodowane:

– strachem osoby pokrzywdzonej przed emocjonalnym zranieniem sprawcy (szczegolnie gdy jest to rodzic),
– poczuciem winy osoby pokrzywdzonej z powodu postawienia sibie samej na pierwszym miejscu przed sprawcą (szczegolnie gdy jest to rodzic),
– niepewnościa osoby pokrzywdzonej co do tego czy faktycznie doszlo do naduzycia seksualnego (moze miec tu miejsce czesciowa amnezja i niepewnosc co do realnosci wlasnych wspomnien),
– strachem osoby pokrzywdzonej przed nieoczekiwanymi konsekwencjami zdrowotnymi „rewelacji z przeszlosci” dla sprawcy (zawał serca, udar, itp.),
– strachem pspby pokrzywdzoenej przed zaprzeczeniem przez sprawce nt jakichkolwiek naduzyc,
– stracemh osoby pokrzywdzonej przed pelna gniewu i agresji reakcją sprawcy na „rewelacje”,
– strachem osoby pokrzywdzonej przed zostaniem odrzucona lub porzucona przez sprawce (szczegolnie jesli sprawca to opiekun z dziecinstwa) lub przed zostanie odrzucona lub porzucona przez całą swoja rodzinę.

Osoba pokrzywdzona musi pozostać realistą jesli chodzi o mozliwosc zaprzeczania nadużyciom przez sprawce przemocy. Sprawcy przemocy tym bardziej zaprzeczaja ze czegos nie zrobili im wyzszy jest poziom społecznego potępienia popełnionego przez nich czynu.

Powyzsze tresci pochodza z książki autorstwa Catherine Cameron „Leczenie Traumy z Przeszlosci. Długoterminowe badanie przeprowadzone na grupie osob wykorzystywanych seksualnie w dziecinstwie (na populacji pacjentow w USA)”(rok wydania: 2000, Sage Publishing), Rozdział 12 – Konfrontacja ze sprawca przemocy

Staying awake: the surprisingly effective way to treat depression (republished)


Using sleep deprivation to lift people out of severe depression may seem counter-intuitive, but for some people, it’s the only thing that works. Linda Geddes reports.

The first sign that something is happening is Angelina’s hands. As she chats to the nurse in Italian, she begins to gesticulate, jabbing, moulding and circling the air with her fingers. As the minutes pass and Angelina becomes increasingly animated, I notice a musicality to her voice that I’m sure wasn’t there earlier. The lines in her forehead seem to be softening, and the pursing and stretching of her lips and the crinkling of her eyes tell me as much about her mental state as any interpreter could.

Angelina is coming to life, precisely as my body is beginning to shut down. It’s 2am, and we’re sat in the brightly lit kitchen of a Milanese psychiatric ward, eating spaghetti. There’s a dull ache behind my eyes, and I keep on zoning out, but Angelina won’t be going to bed for at least another 17 hours, so I’m steeling myself for a long night. In case I doubted her resolve, Angelina removes her glasses, looks directly at me, and uses her thumbs and forefingers to pull open the wrinkled, grey-tinged skin around her eyes. “Occhi aperti,” she says. Eyes open.

This is the second night in three that Angelina has been deliberately deprived of sleep. For a person with bipolar disorder who has spent the past two years in a deep and crippling depression, it may sound like the last thing she needs, but Angelina – and the doctors treating her – hope it will be her salvation. For two decades, Francesco Benedetti, who heads the psychiatry and clinical psycho-biology unit at San Raffaele Hospital in Milan, has been investigating so-called wake therapy, in combination with bright light exposure and lithium, as a means of treating depression where drugs have often failed. As a result, psychiatrists in the USA, the UK and other European countries are starting to take notice, launching variations of it in their own clinics. These ‘chrono-therapies’ seem to work by kick-starting a sluggish biological clock; in doing so, they’re also shedding new light on the underlying pathology of depression, and on the function of sleep more generally.

“Sleep deprivation really has opposite effects in healthy people and those with depression,” says Benedetti. If you’re healthy and you don’t sleep, you’ll feel in a bad mood. But if you’re depressed, it can prompt an immediate improvement in mood, and in cognitive abilities. But, Benedetti adds, there’s a catch: once you go to sleep and catch up on those missed hours of sleep, you’ll have a 95 per cent chance of relapse.

The antidepressant effect of sleep deprivation was first published in a report in Germany in 1959. This captured the imagination of a young researcher from Tübingen in Germany, Burkhard Pflug, who investigated the effect in his doctoral thesis and in subsequent studies during the 1970s. By systematically depriving depressed people of sleep, he confirmed that spending a single night awake could jolt them out of depression.

Benedetti became interested in this idea as a young psychiatrist in the early 1990s. Prozac had been launched just a few years earlier, hailing a revolution in the treatment of depression. But such drugs were rarely tested on people with bipolar disorder. Bitter experience has since taught Benedetti that antidepressants are largely ineffective for people with bipolar depression anyway.

His patients were in desperate need of an alternative, and his supervisor, Enrico Smeraldi, had an idea up his sleeve. Having read some of the early papers on wake therapy, he tested their theories on his own patients, with positive results. “We knew it worked,” says Benedetti. “Patients with these terrible histories were getting well immediately. My task was finding a way of making them stay well.”

So he and his colleagues turned to the scientific literature for ideas. A handful of American studies had suggested that lithium might prolong the effect of sleep deprivation, so they investigated that. They found that 65 per cent of patients taking lithium showed a sustained response to sleep deprivation when assessed after three months, compared to just 10 per cent of those not taking the drug.

Since even a short nap could undermine the efficacy of the treatment, they also started searching for new ways of keeping patients awake at night, and drew inspiration from aviation medicine, where bright light was being used to keep pilots alert. This too extended the effects of sleep deprivation, to a similar extent as lithium.

“We decided to give them the whole package, and the effect was brilliant,” says Benedetti. By the late 1990s, they were routinely treating patients with triple chrono-therapy: sleep deprivation, lithium and light. The sleep deprivations would occur every other night for a week, and bright light exposure for 30 minutes each morning would be continued for a further two weeks – a protocol they continue to use to this day. “We can think of it not as sleep-depriving people, but as modifying or enlarging the period of the sleep–wake cycle from 24 to 48 hours,” says Benedetti. “People go to bed every two nights, but when they go to bed, they can sleep for as long as they want.”

San Raffaele Hospital first introduced triple chrono-therapy in 1996. Since then, it has treated close to a thousand patients with bipolar depression – many of whom had failed to respond to antidepressant drugs. The results speak for themselves: according to the most recent data, 70 per cent of people with drug-resistant bipolar depression responded to triple chrono-therapy within the first week, and 55 per cent had a sustained improvement in their depression one month later.

And whereas antidepressants – if they work – can take over a month to have an effect, and can increase the risk of suicide in the meantime, chrono-therapy usually produces an immediate and persistent decrease in suicidal thoughts, even after just one night of sleep deprivation.

Angelina was first diagnosed with bipolar disorder 30 years ago, when she was in her late 30s. The diagnosis followed a period of intense stress: her husband was facing a tribunal at work, and they were worried about having enough money to support themselves and the kids. Angelina fell into a depression that lasted nearly three years. Since then, her mood has oscillated, but she’s down more often than not. She takes an arsenal of drugs – antidepressants, mood stabilisers, anti-anxiety drugs and sleeping tablets – which she dislikes because they make her feel like a patient, even though she acknowledges this is what she is.

If I’d met her three days ago, she says, it’s unlikely I would have recognised her. She didn’t want to do anything, she’d stopped washing her hair or wearing make-up, and she stank. She also felt very pessimistic about the future. After her first night of sleep deprivation, she’d felt more energetic, but this largely subsided after her recovery sleep. Even so, today she felt motivated enough to visit a hairdresser in anticipation of my visit. I compliment her appearance, and she pats her dyed, golden waves, thanking me for noticing.

At 3am, we move to the light room, and entering is like being transported forward to midday. Bright sunlight streams in through the skylights overhead, falling on five armchairs, which are lined up against the wall. This is an illusion, of course – the blue sky and brilliant sun are nothing more than coloured plastic and a very bright light – but the effect is exhilarating nonetheless. I could be sitting on a sun lounger at midday; the only thing missing is the heat.

When I’d interviewed her seven hours earlier, with the help of an interpreter, Angelina’s face had remained expressionless as she’d replied. Now, at 3.20am, she is smiling, and even beginning to initiate a conversation with me in English, which she’d claimed not to speak. By dawn, Angelina’s telling me about the family history she’s started writing, which she’d like to pick up again, and inviting me to stay with her in Sicily.

How could something as simple as staying awake overnight bring about such a transformation? Unpicking the mechanism isn’t straightforward: we still don’t fully understand the nature of depression or the function of sleep, both of which involve multiple areas of the brain. But recent studies have started to yield some insights.

The brain activity of people with depression looks different during sleep and wakefulness than that of healthy people. During the day, wake-promoting signals coming from the circadian system – our internal 24-hour biological clock – are thought to help us resist sleep, with these signals being replaced by sleep-promoting ones at night. Our brain cells work in cycles too, becoming increasingly excitable in response to stimuli during wakefulness, with this excitability dissipating when we sleep. But in people with depression and bipolar disorder, these fluctuations appear dampened or absent.

Depression is also associated with altered daily rhythms of hormone secretion and body temperature, and the more severe the illness, the greater the degree of disruption. Like the sleep signals, these rhythms are also driven by the body’s circadian system, which itself is driven by a set of interacting proteins, encoded by ‘clock genes’ that are expressed in a rhythmic pattern throughout the day. They drive hundreds of different cellular processes, enabling them to keep time with one another and turn on and off. A circadian clock ticks in every cell of your body, including your brain cells, and they are coordinated by an area of the brain called the suprachiasmatic nucleus, which responds to light.

“When people are seriously depressed, their circadian rhythms tend to be very flat; they don’t get the usual response of melatonin rising in the evening, and the cortisol levels are consistently high rather than falling in the evening and the night,” says Steinn Steingrimsson, a psychiatrist at Sahlgrenska University Hospital in Gothenburg, Sweden, who is currently running a trial of wake therapy.

Recovery from depression is associated with a normalisation of these cycles. “I think depression may be one of the consequences of this basic flattening of circadian rhythms and homeostasis in the brain,” says Benedetti. “When we sleep-deprive depressed people, we restore this cyclical process.”

But how does this restoration come about? One possibility is that depressed people simply need added sleep pressure to jump-start a sluggish system. Sleep pressure – our urge to sleep – is thought to arise because of the gradual release of adenosine in the brain. It builds up throughout the day and attaches to adenosine receptors on neurons, making us feel drowsy. Drugs that trigger these receptors have the same effect, whereas drugs that block them – such as caffeine – make us feel more awake.

To investigate whether this process might underpin the antidepressant effects of prolonged wakefulness, researchers at Tufts University in Massachusetts took mice with depression-like symptoms and administered high doses of a compound that triggers adenosine receptors, mimicking what happens during sleep deprivation. After 12 hours, the mice had improved, measured by how long they spent trying to escape when forced to swim or when suspended by their tails.

We also know sleep deprivation does other things to the depressed brain. It prompts changes in the balance of neurotransmitters in areas that help to regulate mood, and it restores normal activity in emotion-processing areas of the brain, strengthening connections between them.

And as Benedetti and his team discovered, if wake therapy kick-starts a sluggish circadian rhythm, lithium and light therapy seem to help maintain it. Lithium has been used as a mood stabiliser for years without anyone really understanding how it works, but we know it boosts the expression of a protein, called Per2, that drives the molecular clock in cells.

Bright light, meanwhile, is known to alter the rhythms of the suprachiasmatic nucleus, as well as boosting activity in emotion-processing areas of the brain more directly. Indeed, the American Psychiatric Association states that light therapy is as effective as most antidepressants in treating non-seasonal depression.

In spite of its promising results against bipolar disorder, wake therapy has been slow to catch on in other countries. “You could be cynical and say it’s because you can’t patent it,” says David Veale, a consultant psychiatrist at the South London and Maudsley NHS Foundation Trust.

Certainly, Benedetti has never been offered pharmaceutical funding to carry out his trials of chronotherapy. Instead, he has – until recently – been reliant on government funding, which is often in short supply. His current research is being funded by the EU. Had he followed the conventional route of accepting industry money to run drug trials with his patients, he quips, he probably wouldn’t be living in a two-bedroom apartment and driving a 1998 Honda Civic.

The bias towards pharmaceutical solutions has kept chronotherapy below the radar for many psychiatrists. “A lot of people just don’t know about it,” says Veale.

It’s also difficult to find a suitable placebo for sleep deprivation or bright light exposure, which means that large, randomised placebo-controlled trials of chronotherapy haven’t been done. Because of this, there’s some scepticism about how well it really works. “While there is increasing interest, I don’t think many treatments based on this approach are yet routinely used – the evidence needs to be better and there are some practical difficulties in implementing things like sleep deprivation,” says John Geddes, a professor of epidemiological psychiatry at the University of Oxford.

Even so, interest in the processes underpinning chronotherapy is beginning to spread. “Insights into the biology of sleep and circadian systems are now providing promising targets for treatment development,” says Geddes. “It goes beyond pharmaceuticals – targeting sleep with psychological treatments might also help or even prevent mental disorders.”

In the UK, the USA, Denmark and Sweden, psychiatrists are investigating chronotherapy as a treatment for general depression. “A lot of the studies that have been done so far have been very small,” says Veale, who is currently planning a feasibility study at Maudsley Hospital in London. “We need to demonstrate that it is feasible and that people can adhere to it.”

So far, what studies there have been have produced mixed results. Klaus Martiny, who researches non-drug methods for treating depression at the University of Copenhagen in Denmark, has published two trials looking at the effects of sleep deprivation, together with daily morning bright light and regular bedtimes, on general depression. In the first study, 75 patients were given the antidepressant duloxetine, in combination with either chronotherapy or daily exercise. After the first week, 41 per cent of the chronotherapy group had experienced a halving of their symptoms, compared to 13 per cent of the exercise group. And at 29 weeks, 62 per cent of the wake therapy patients were symptom-free, compared to 38 per cent of those in the exercise group.

In Martiny’s second study, severely depressed hospital inpatients who had failed to respond to antidepressant drugs were offered the same chronotherapy package as an add-on to the drugs and psychotherapy they were undergoing. After one week, those in the chronotherapy group improved significantly more than the group receiving standard treatment, although in subsequent weeks the control group caught up.

No one has yet compared wake therapy head-to-head with antidepressants; neither has it been tested against bright light therapy and lithium alone. But even if it’s only effective for a minority, many people with depression – and indeed psychiatrists – may find the idea of a drug-free treatment attractive.

“I’m a pill pusher for a living, and it still appeals to me to do something that doesn’t involve pills,” says Jonathan Stewart, a professor of clinical psychiatry at Columbia University in New York, who is currently running a wake therapy trial at New York State Psychiatric Institute.

Unlike Benedetti, Stewart only keeps patients awake for one night: “I couldn’t see a lot of people agreeing to stay in hospital for three nights, and it also requires a lot of nursing and resources,” he says. Instead, he uses something called sleep phase advance, where on the days after a night of sleep deprivation, the time the patient goes to sleep and wakes up is systematically brought forward. So far, Stewart has treated around 20 patients with this protocol, and 12 have shown a response – most of them during the first week.

It may also work as a prophylactic: recent studies suggest that teenagers whose parents set – and manage to enforce – earlier bedtimes are less at risk of depression and suicidal thinking. Like light therapy and sleep deprivation, the precise mechanism is unclear, but researchers suspect a closer fit between sleep time and the natural light–dark cycle is important.

But sleep phase advance has so far failed to hit the mainstream. And, Stewart accepts, it’s not for everybody. “For those for whom it works, it’s a miracle cure. But just as Prozac doesn’t get everyone better who takes it, neither does this,” he says. “My problem is that I have no idea ahead of time who it’s going to help.”

Depression can strike anyone, but there’s mounting evidence that genetic variations can disrupt the circadian system to make certain people more vulnerable. Several clock gene variations have been associated with an elevated risk of developing mood disorders.

Stress can then compound the problem. Our response to it is largely mediated through the hormone cortisol, which is under strong circadian control, but cortisol itself also directly influences the timing of our circadian clocks. So if you have a weak clock, the added burden of stress could be enough to tip your system over the edge.

Indeed, you can trigger depressive symptoms in mice by repeatedly exposing them to a noxious stimulus, such as an electric shock, from which they can’t escape – a phenomenon called learned helplessness. In the face of this ongoing stress, the animals eventually just give up and exhibit depression-like behaviours. When David Welsh, a psychiatrist at the University of California, San Diego, analysed the brains of mice that had depressive symptoms, he found disrupted circadian rhythms in two critical areas of the brain’s reward circuit – a system that’s strongly implicated in depression.

But Welsh has also shown that a disturbed circadian system itself can cause depression-like symptoms. When he took healthy mice and knocked out a key clock gene in the brain’s master clock, they looked just like the depressed mice he’d been studying earlier. “They don’t need to learn to be helpless, they are already helpless,” Welsh says.

So if disrupted circadian rhythms are a likely cause of depression, what can be done to prevent rather than treat them? Is it possible to strengthen your circadian clock to increase psychological resilience, rather than remedy depressive symptoms by forgoing sleep?

Martiny thinks so. He is currently testing whether keeping a more regular daily schedule could prevent his depressed inpatients from relapsing once they’ve recovered and are released from the psychiatric ward. “That’s when the trouble usually comes,” he says. “Once they’re discharged their depression gets worse again.”

Peter is a 45-year-old care assistant from Copenhagen who has battled with depression since his early teens. Like Angelina and many others with depression, his first episode followed a period of intense stress and upheaval. His sister, who more or less brought him up, left home when he was 13, leaving him with an uninterested mother and a father who also suffered from severe depression. Soon after that, his father died of cancer – another shock, as he’d kept his prognosis hidden until the week before his death.

Peter’s depression has seen him hospitalised six times, including for a month last April. “In some ways being in hospital is a relief,” he says. However, he feels guilty about the effect it has on his sons, aged seven and nine. “My youngest boy said he cried every night I was in hospital, because I wasn’t there to hug him.”

So when Martiny told Peter about the study he had just started recruiting for, he readily agreed to participate. Dubbed ‘circadian-reinforcement therapy’, the idea is to strengthen people’s circadian rhythms by encouraging regularity in their sleep, wake, meal and exercise times, and pushing them to spend more time outdoors, exposed to daylight.

For four weeks after leaving the psychiatric ward in May, Peter wore a device that tracked his activity and sleep, and he completed regular mood questionnaires. If there was any deviation in his routine, he would receive a phone call to find out what had happened.

When I meet Peter, we joke about the tan lines around his eyes; obviously, he’s been taking the advice seriously. He laughs: “Yes, I’m getting outdoors to the park, and if it’s nice weather, I take my children to the beach, for walks, or to the playground, because then I will get some light, and that improves my mood.”

Those aren’t the only changes he’s made. He now gets up at 6 every morning to help his wife with the children. Even if he’s not hungry he eats breakfast: typically, yoghurt with muesli. He doesn’t take naps and tries to be in bed by 10pm. If Peter does wake up at night, he practises mindfulness – a technique he picked up in hospital.

Martiny pulls up Peter’s data on his computer. It confirms the shift towards earlier sleep and wake times, and shows an improvement in the quality of his sleep, which is mirrored by his mood scores. Immediately after his release from hospital, these averaged around 6 out of 10. But after two weeks they’d risen to consistent 8s or 9s, and one day, he even managed a 10. At the beginning of June, he returned to his job at the care home, where he works 35 hours a week. “Having a routine has really helped me,” he says.

So far, Martiny has recruited 20 patients to his trial, but his target is 120; it’s therefore too soon to know how many will respond the same way as Peter, or indeed, if his psychological health will be maintained. Even so, there’s mounting evidence that good sleep routine can help our mental wellbeing. According to a study published in Lancet Psychiatry in September 2017 – the largest randomised trial of a psychological intervention to date – insomniacs who underwent a ten-week course of cognitive behavioural therapy to address their sleep problems showed sustained reductions in paranoia and hallucinatory experiences as a result. They also experienced improvements in symptoms of depression and anxiety, fewer nightmares, better psychological wellbeing and day-to-day functioning, and they were less likely to experience a depressive episode or anxiety disorder during the course of the trial.

Sleep, routine and daylight. It’s a simple formula, and easy to take for granted. But imagine if it really could reduce the incidence of depression and help people to recover from it more quickly. Not only would it improve the quality of countless lives, it would save health systems money.

In the case of wake therapy, Benedetti cautions that it isn’t something people should try to administer to themselves at home. Particularly for anyone who has bipolar disorder, there’s a risk of it triggering a switch into mania – although in his experience, the risk is smaller than that posed by taking antidepressants. Keeping yourself awake overnight is also difficult, and some patients temporarily slip back into depression or enter a mixed mood state, which can be dangerous. “I want to be there to speak about it to them when it happens,” Benedetti says. Mixed states often precede suicide attempts.

A week after spending the night awake with Angelina, I call Benedetti to check her progress. He tells me that after the third sleep deprivation, she experienced a full remission in her symptoms and returned to Sicily with her husband. That week, they were due to be marking their 50th wedding anniversary. When I’d asked her if she thought her husband would notice any change in her symptoms, she’d said she hoped he’d notice the change in her physical appearance.

Hope. After she has spent more than half her life without it, I suspect its return is the most precious golden anniversary gift of all.

 

Author of the article: Linda Geddes, originally published on 22 Jan 2018 on https://mosaicscience.com

References

Fransesco Benedetti’s profile page at San Raffaele Hospital, with an overview of his research interests.

An overview of the effectiveness of different types of chronotherapy.

A 2013 paper by Benedetti and colleagues outlining the effectiveness of triple chronotherapy on drug-resistant bipolar depression.

An introduction to circadian rhythms, by the US National Institute of General Medical Sciences.

An article on understanding sleep, by the Cleveland Clinic.

 

Ukryte rany

Sa rany fizyczne, widoczne i sa rany duszy – niewidzialne slabosci wynikajace z niedoborow lub dramatow przeszlosci. Ter any sa zapisane w naszym umysle i w naszym ciele. Czasami sa to rany swiadome, czasami uspione. Slabosci te czynia z nas ludzi znajdujacych sie miedzy dwoma swiatami: swiatem pozornej normalnosci i swiatem skrytej anormalnosci.

Przez dlugi czas marzylismy o tym, zeby te rany, te slabosci, nie istnialy. Potem marzylismy, ze byc moze kiedys znikna: z biegiem zycia, z miloscia, z czasem. A dzisiaj, mimo wysilkow i mimo uplywu lat, musimy przyznac, ze one wciaz tu sa. Na dlugo. Byc moze na zawsze.

Uczymy sie wiec zapominac, nie myslec o nich, zachowywac sie tak, jakby nie istnialy. I na ogol to skutkuje. Potem, od czasu do czasu, pod wplywem stresu czy smutku, wszystko sie budzi, upiory znow wychodza z szafy.

Jesli mielismy depresje lub starchy czy paranoje albo inne zaburzenia emocjonalne, blizny sa uspione. Jestesmy tylko w sumie w fazie remisji. Poniewaz uplynal jakis czas, poniewaz sie zmienilismy, poniewaz zycie zlagodnialo. Kiedy jednak zycie staje sie surowsze, blizny znow sie otwieraja i powraca uczucie, ze moglibysmy zalamac sie, tak po prostu, na oczach wszystkich. Te chwile, w ktorych znow opanowuje nas to wszystko, co jest w nas “nie tak”, to nasze “wewnetrzne skrzyzowania”. Mozemy wtedy dzialac i stawiac temu czolo. W duzo wiekszym stopniu jest to mozliwe niz nam sie wydaje w tego typu sytuacji.

Dlatego wlasnie wprowadzono praktyke “medytacji uwaznosci” do swiata psychoterapii: zeby wesprzec to, co nazywa sie “prewencja nawrotow”. Tradycyjne terapie, takie jak psychoanaliza, i ich poglebiona refleksja na temat zrodel naszych cierpien nie wystarczaly. Nowsze terapie, jak terapie poznawcze i behawioralne, radzily sobie z tym lepiej, lecz niedoskonale. Zaproponowano wiec, aby dodac do wszystkich tych podejsc terapeutycznych i rozwiazan “prace z uwaznoscia”. Dzisiaj wyglada na to, ze to byl dobry pomysl; u osob praktykujacych uwaznosci nawroty wydaja sie rzadsze i mniej gwaltowne.

Uswiadomienie sobie ponownego uaktywnienia sie rozpaczliwych mysli w wyniku presji sytuacji i w wyniku pospiechu codziennego zycia pozwala nie ulegac tym myslom albo przynajmniej nie calkiem sie im poddac. Uswiadomienie sobie ponownego uaktywnienia sie rozpaczliwych mysli pozwala dokonac prawdziwego wyboru; wyboru by je uslyszec i mimo to pojsc dalej. Wyboru, by isc do przodu i czynic wysilki , nawet jesli te mysli szepcza nam, ze to ponad nasze sily, nawet jesli wrzeszcza bysmy zrezygnowali. Przede wszystkim nie ulegajmy tym myslom dzieki sile naszej woli.

Dzieki “pracy z uwaznoscia” nie dajemy sie osmielic tym rozkazom pochodzacym od nas samych. Gdy praktykujemy “uwaznosc” w chwilach zlego samopoczucia , umieszczamy te swoje zwatpienia, strachy i niepokoje w “przestrzeni uwaznosci”. Praktykujac “uwaznosc” takze gdy nie czujemy sie najgorzej, mierzymy sie bez presji sytuacji z malymi falami, by potem moc o wiele lepiej stawic czolo sztormom….

Poza tym, liczy sie tez to ze nie siedzimy z zalozonymi rekami. “Praca z uwaznoscia” ma sojusznikow – na przyklad “dzialanie”. Mozna postapic tak, jak w czasie wyczerpujacego marszu kiedy lapie nas pokusa, by sie zatrzymac gdy zatrzymanie sie nie jest mozliwe. Mozna w takiej sytuacji przykladowo schylic lekko glowe i isc naprzod , krok za krokiem, metr po metrze ale do przodu. Mozna “dzialac” i isc naprzod , nawet jesli nie jestesmy pewni, czy to przyniesie jakis pozytek. Mozna “dzialac” nawet nie majac pewnosci co do skutku swojego dzialania. Mozna “dzialac uwaznie” nie sluchajac podszeptow otaczajcych nas nakazow naszej wewnetrznej bezsilnosci. “Uwaznosc” pozwala nam wyczuc te nasze stare automatyzmy, ktore wylonily sie z przeszlosci i ktore staraja sie przejac wladze nad nami tu I teraz, nad nasza terazniejszoscia. “Uwaznosc” pozwala nam mimo wszystko isc dalej.

“Uwaznosc” pozwala nam pozostac w kontakcie ze swiatem ktory otacza nas “tu i teraz” (nie odcinamy sie od swiata). “Uwaznosc” pozwala nam podniesc glowe i przesiaknac wszystkim tym , co istnieje tu I teraz wokol nas. “Uwaznosc” pozwala zobaczyc nam jak ogarniaja nas mysli pelne zwatpienia – lecz – dzieki “uwaznosci” nie zamykamy sie z tymi myslami w naszym wnetrzu. Z “uwaznoscia” otwieramy szeroko drzwi i okna naszego umyslu na otaczajacy nas swiat.

[…]

Z “uwaznoscia” w “dzialaniu” wiemy, ze gdy jestesmy w uscisku nieszczescia , zastanawianie sie moze spowodowac jeszcze wiecej nieszczescia. Zatem “dzialanie” ze swiadomoscia “co jest dla nas dobre” (czyli “dzialanie” po namysle) jest tym, co ma dla nas najwiekszy sens. Potem nalezy pamietac aby “dzialac” z poczuciem calkowitej pokory, dzialac ze swiadomoscia “ ze to co robimy pomoze nam przezyc”.

“Dzialanie” takie mozna praktykowac przez aktywnosci dnia codziennego jak spacerowanie, zajecie sie roslinami w ogrodku, , posprzatanie w domu, ugotowanie zdrowego posilku, majsterkowanie, pracowanie. “Dzialanie” w takiej formie nie jest juz generowane po to by “uciec”. “Dzialanie” w takiej formie nie pojawia sie z braku lepszego pomyslu na to co by mozna bylo zrobic. “Dzialanie z uwaznoscia” jest podejmowane z premedytacja, z pelna swiadomoscia ze jesli “nie zrobimy nic” to zatoniemy. Takie “uwazne dzialanie” jest jedna z wielu aspektow naszego zycia.

Fragment pochodzi z ksiazki nt praktyki uwaznosci autorstwa Christophe Andre pt Medytacja dzien po dniu – 25 lekcji uwaznego zycia. Fragment zostal przeze mnie delikatnie przeredagowany.

Depression and genes

“Depression runs in families, we know. But it is only very recently, and after considerable controversy and frustration, that we are beginning to know how and why. The major scientific discoveries reported last week by the Psychiatric Genomics Consortium in Nature Genetics are a hard-won breakthrough in our understanding of this very common and potentially disabling disorder.

If your parents have been depressed, the chances that you have been or will be depressed are significantly increased. The background risk of depression in the general population is about one in four – each of us has a 25% chance of becoming depressed at some point in our lives. And if your parents have been depressed, your risk jumps by a factor of three.

However, controversy has long swirled around the question of nature or nurture. Is the depressed son of a depressed mother the victim of her inadequate parenting and the emotionally chilly, unloving environment she provided during the early years of his life? Or is he depressed because he inherited her depressive genes that biologically determined his emotional fate, regardless of her parenting skills? Is it nature or nurture, genetics or environment, which explain why depression runs in families?

In the 20th century, psychiatrists ingeniously teased out some answers to these questions. For example, it was found that pairs of identical twins, with 100% identical DNA, were more likely to have similar experiences of depression than were pairs of non-identical twins, with 50% identical DNA. This indicated clearly that depression is genetically heritable. But well into the 21st century, the precise identity of the “genes for depression” remained obscure. Since 2000, there has been a sustained international research effort to discover these genes, but the field has been bedevilled by false dawns and inconsistent results.

That is why the study published last week is such a significant milestone. For the first time, scientists around the world, with leading contributions from the UK’s world-class centres of psychiatric genetics research largely funded by the Medical Research Council at the University of Cardiff University, University of Edinburgh University and King’s College London, have been able to combine DNA data on a large enough sample to pinpoint which locations on the genome are associated with an increased risk of depression. So we now know, with a high degree of confidence, something important about depression that we didn’t know this time last year. We know that there are at least 44 genes, out of the 20,000 genes comprising the human genome, which contribute to the transmission of risk for depression from one generation to the next.

However, this raises at least as many issues as it resolves. Let’s first dwell on the fact that there are many risk genes, each of which contributes a small quantum of risk. In other words, there is not a single smoking gun, a solitary rogue gene that works like a binary switch, inevitably causing depression in those unfortunate enough to inherit it. More realistically, all of us will have inherited some of the genes for depression and our chances of becoming depressed will depend in part on how many and their cumulative impact. As research continues and even larger samples of DNA become available for analysis, it is likely that the number of genes associated with depression will increase further still.

Stress provokes an inflammatory response by the body, which causes changes in how the brain works

This is telling us that we shouldn’t be thinking about a black-and-white distinction between us and them, between depressed patients and healthy people: it is much more likely that our complex genetic inheritance puts all of us on a continuous spectrum of risk.

What are these genes and what do they tell us about the root causes of depression? It turns out that many of them are known to play important roles in the biology of the nervous system. This fits with the basic idea that disturbances of the mind must reflect some underlying disturbance of the brain.

More surprisingly, many of the risk genes for depression also play a part in the workings of the immune system. There is growing evidence that inflammation, the defensive response of the immune system to threats such as infection, can cause depression. We are also becoming more aware that social stress can cause increased inflammation of the body. For decades we’ve known that social stress is a major risk factor for depression. Now it seems that inflammation could be one of the missing links: stress provokes an inflammatory response by the body, which causes changes in how the brain works, which in turn cause the mental symptoms of depression.

Knowing the risk genes for depression also has important implications for practical treatment. There have been no major advances in treatment for depression since about 1990, despite it being the major single cause of medical disability in the world. We need to find new ways forward therapeutically and new genetics is a great place to start the search for treatments that can cut through more precisely to the cause or mechanism of depression. It is easy to imagine how new antidepressant drugs could in future be designed to target inflammatory proteins coded by depression risk genes. It is exciting to think that the new genetics of depression could unlock therapeutic progress in psychiatry as well.

Finally, although I think these genetic discoveries are fundamental, I don’t see them as ideologically divisive. They don’t prove that depression is “all in the brain” or that psychological treatment is pointless. The genetics will be biologically pre-eminent but, as we understand more about what all these “genes for depression” do, we may discover that many of them control the response of the brain or the body to environmental stress. In which case, the treatment that works best for an individual patient could be a drug targeting a gene or intervention targeting an environmental factor such as stress.

In short, I believe that a deeper understanding of the genetics of depression will lead us beyond the question we started from: is it nature or nurture, gene or environment? The answer will turn out to be both”.

Author: Edward Bullmore is head of the department of psychiatry, Cambridge University and author of The Inflamed Mind (Short Books). This article has been originally published on 29 Apr 2018 by The Guardian

Jak rozpoznac bullying i jak sie umiec obronic

Przesladowanie jednej osoby przez druga moze przybierac rozne formy. Oprocz roznic w sposobach nekania, ludzie nekaja tez innych w roznych specyficznych miejscach, gdzie moga wystepowac sprzyjajace warunki do nekania.

Jesli wystepuje obawa czy podejrzenie ze moze w danym miejscu nastapic nekanie, nalezy czym predzej sprawdzic czy dane miejsce ma konkretna procedure dyscyplinarna z paragrafem na okolicznosc wystapienia presladowania. Jesli tak jest to nalezy zlozyc skarge na pismie (grievance letter).

Dom rodzinny

Przesladowanie w domu rodzinnym jest zwykle pierwowzorem dla dalszych praktyk przesladowania praktykowanych w innych miejscach. Sytuacje przesladowania w domu rodzinnym moga miec miejsce ze strony rodzicow, dziadkow, rodzenstwa, wujostwa, kuzynostwa oraz znajomych rodzicow lub dzieci znajomych rodzicow. Przyklady przesladowania mozna czerpac tez z telewizji, internetu, z kina, z opisow w ksiazkach, gazetach, etc. Przesladowanie moze wystepowac wzajemnie miedzy dziecmi, miedzy doroslymi lub miedzy doroslym i dzieckiem. Jesli jestes dorosla ofiara przemocy domowej mozesz otrzymac pomoc w formie 6 bezplatnych sesji terapii przez telefon od organizacji Vesta (wczesniej Nowe Zycie Bez Przemocy).

W sytuacji przesladowania dziecka przez osobe dorosla odpowiedzialnosc zawsze ponosi osoba dorosla. Osoby dorosle zobowiazane sa chronic przed przesladowaniem siebie samych oraz pozostajace pod ich opieka dzieci oraz skutecznie zapobiegac kolejnym aktom przesladowania w przyszlosci.

Zapobieganie “na goraco” jest wazne bo uczy dzieci jak sie bronic w sytuacjach przesladowania “tu-i-teraz” i na przyszlosc. Dziecko obronione przez doroslego w domu, obroni sie skutecznie w szkole badz przez zawiadomienie rodzica badz przez powiadomienie nauczyciela czy dyrekcji.

Szkola

Uczniowie w szkole zwykle demonstruja swoim zachowaniem to czego nauczyli sie poza szkola. Jesli wiec w domu rodzinnym danego dziecka wystepowalo przesladowanie to dzieci ktore obserwowaly takie zachowanie same zaczna postepowac jak przesladowcy lub padna ofiara przesladowcow tak padl kiedys ofiara ich wlasny opiekun, ktory nie obronil sie w domu przed przesladowaniem.

Sytuacje przesladowania w szkole moga miec miejsce ze strony innych dzieci, ze strony nauczycieli oraz personelu szkolnego. Przesladowanie moze wystepowac wzajemnie miedzy doroslymi lub miedzy doroslym i dzieckiem. W sytuacji przesladowania dziecka przez osobe dorosla odpowiedzialnosc zawsze ponosi osoba dorosla. W sytuacji przesladowania jednego dziecka przez drugie odpowiedzialnosc ponosi szkola oraz rodzice. Szkola odpowiedzialna jest za zapewnienie bezpieczenstwa dla wszystkich uczniow pozostajacych pod jej opieka oraz za ukaranie przesladowcy i ochrone ofiary w razie sytuacji z bullingiem. Ministerstwo Edukacji naklada na szkole obowiazek troski o dzieci ktore sa ofiarami bullingu. Sa w tej sprawie stworzone specyficzne instrukcje dla dyrektorow i dla nauczycieli (po linkiem jest plik pdf do sciagniecia).

Szkoly powinny miec oficjalny dokument opisujacy Polityke Przeciwdzialania Przesladowaniom w Szkole ktory powinien byc dostepny na stronie internetowej szkoly lub na zyczenie dla kazdego rodzica. Rodzic ofiary przesladowania odpowiedzialny jest za zlozenie skargi na okrutne zachowanie innego dziecka do rodzica tego dziecka lub do szkoly. Stasze dzieci powinny byc zachecane do zlozenia skargi samodzielnie aby miec poczucie sily sprawczej w samoobronie.
W sytuacji braku reakcji szkoly na skarge rodzica, rodzic powinien zlozyc skarge do lokalnego council-u (local council) ktory placi szkole za nauczanie dzieci z budzetu panstwa. Mozna skontaktowac sie tez z organizacja charytatywna o nazwie Anti Bullying Pro ktora pomoze wszystkim poszkodowanym. Jesli nic nie poskutkuje i ofiara bedzie wciaz bez pomocy to mozna zlozyc skarge do Ministerstwa Edukacji (Department of Education).

Jesli mimo wolania o pomoc sprawa wciaz wyglada powaznie nalezy niezwlocznie rozwazyc przeniesienie dziecka do innej szkoly z racji bardzo powaznych psychicznych konsekwencji bullingu na psychike dziecka (trauma).

Uniwersytet

Patrz jak wyzej w opisie – szkola
Z racji starszego wieku dzieci pozostajacych w placowkach uniwersyteckich (studentow), studenci powinni skladac skargi na osoby stosujace przemoc z grona szkolego samodzielnie aby miec poczucie sily sprawczej w samoobronie.

Uniwersytet odpowiedzialny jest za zapewnienie bezpieczenstwa wszystkim studentom pozostajacym pod jego opieka oraz za ukaranie przesladowcy i za ochrone ofiary w razie sytuacji z bullingiem. Uniwersytet powinien miec oficjalny document opisujacy Polityke Przeciwdzialania Przesladowaniom w Szkole ktory jest dostepny na stronie internetowej uczelni lub na zyczenie dla kazdego studenta.

Jesli momo wolania o pomoc sprawa wciaz wyglada powaznie nalezy niezwlocznie rozwazyc przeniesienie sie na inny tryb studiow (weekend, w tygodniu, wieczory) lub do innej grupy na roku studiow. Przeniesienie sie jest wazne i potrzebne z racji bardzo powaznych psychicznych konsekwencji bullingu na psychike mlodego czlowieka (trauma).

Firma

Praktykanci, freelancerzy, pracownicy sezonowi, pracownicy tymczasowi przez agencje pracy oraz pracownicy na stalych kontraktach z pracodawca moga w kazdej chwili stac sie ofiara bullingu.
Bulling wystepuje szczegolnie czesto w biznesach malych gdzie nie ma konkretnych kodeksow dyscyplinarnych lub gdy wszystkie decyzje podejmuje jedna osoba lub waskie grono osob. W duzych firmach nalezy uwazac na srodowiska o dzialalnosci nastawionej na targety gdzie panuje duza konkurencja miedzy czlonkami zespolow i parcie na wyniki. Nalezy zwracac uwage na interakcje podczas job interviews, na negatywne komentarze o innych kandydatach, wysmiechiwanki, sarkastyczne uwagi czy zachowania niekulturalne badz zlosliwe.
Rozpoczynajac prace w nowej firmie nalezy zwracac uwage na kulture zespolu, na sytuacje podczas social events, ilosc alkoholu podczas wyjsc integracyjnych oraz zachowanie zespolu po spozyciu alkoholu. Oczywiscie zeby to zaobserwowac trzeba pic mniej niz inni lub wcale i miec wlaczony umysl logiczny z funkcja obserwacji. Nalezy powaznie traktowac ostrzezenia od innych pracownikow o potencjalnych agresorach i w razie weryfikacji pozytywnej (tak to jest naprawde agresor) nalezy rozwazyc i postarac sie o przeniesienie do innego zespolu lub odejsc i znalezc sobie lepsza prace.

Nalezy zadawac sobie pytania:

Czy to jest srodowisko pracy w ktorym bede mogl/mogla pracowac dluzej?
Czy chce mi sie plakac po przyjsciu do domu?
Czy bez prerwy mysle o pracy i boje sie do pracy rano isc?
Czy mam objawy strachu i paniki na mysl o przekroczeniu progu firmy, itd?

Jesli tak sie dzieje to trzeba cos z tym zrobic bo TO NIE JEST NORMALNE i tak NIE powinno byc. Jest cala masa firm w ktorych ludzie pracuja normalnie i sa zadowoleni. Taka normalna firme trzeba wtedy znalezc zamiast sie meczyc w okropnym miejscu w ktorym nie musimy zostawac ani dnia dluzej.

Bulling moze miec miejsce miedzy pracownikami, miedzy szefostwem a podwladnymi oraz miedzy szefostwem wzajemnie. Mozna tez doswiadczyc bullingu od jakiejs specyficznej instytucji (dostawca pradu, internetu, itp). Niestety bulling w pracy jest to dalsze powielanie schematu przemocy wyniesionego z domu/ze szkoly, gdzie problem agresji “ze starych czasow” nigdy nie zostal rozwiazany i wciaz zyje swoim zyciem.

Przesladowanie w pracy jesli spelnia wymogi “harassment-u” jest przestepstwem karanym wg prawodawstwa angielskiego. Rowniez przesladowanie z racji na inequality (Equality Act 2010 – Ustawa o Rownouprawnieniu) jest przestepstwem wg prawa angielskiego. Trzeba pamietac ze kluczowa kwestia w obydwu przypadkach przestepstwa i zalozenia sprawy sadowej potrzeba postarac sie znalezc swiadka lub swiadkow zdarzen ktorzy moga potwierdzic ze tak sie naprawde stalo jak mowia nasze zeznania. Jesli znalezienie swiadka to problem to tez nie oznacza to, ze brak swiadka rowna sie porazka. Mozna isc do sadu bez swiadka i mozna wygrac sprawe sadowa.

Dyskryminacja co do rownouprawnienia (Equality Act) moze miec miejsce ze wzgledu na plec (zatrudniamy tylko kobiety, tylko mezczyzn, nie zatrudniamy osob trans-seksualnych, itd), z racji na stan cywilny (nie zatrudniamy mlodych matek, mlodych mezatek… ktore moga miec niedlugo dzieci), z racji na stan ciazy u aplikantki/pracownika, z racji na orientacje seksualna (hetero, homo, bi, trans), z racji na niepelnosprawnosc (niepelnosprawnosc fizyczna – np. endometrioza to niepelnosprawnosc fizyczna z racji bolu / niepelnosprawnosc psychiczna – np.  depresja to niepelnosprawnosc psychiczna z racji zmniejszonego poziomu energii zyciowej), z racji rasy (czarna skora, biala skora, itp), z racji podloza etnicznego (bycie Eastern European tez tu sie kwalifikuje), z racji narodowosci (tu mowa np o przesladowaniach wymierzonych specyficznie w Polakow lub w pracownikow innych nardowosci), z racji wyznania/wiary (tu mowa o przesladowaniach z racji religii ktore dana osoba praktykuje czyli np przesladowanie muzulmanow lub innych grup wyznaniowych).

Pracownicy stosujacy przemoc w pracy zwykle demonstruja swoim zachowaniem to czego nauczyli sie poza praca lub w miejscu pracy od bardziej wplywowych czlonkow zespolu. Nie nalezy tu ignorowac wplywu kultury firmy oraz grupy pracownikow jako grupy przestrzegajacej okreslonych “zasad”. “Zasady” te moga byc nie-pisane i bezprawne i moga byc “po cichu” akceptowane przez szefostwo.

W sytuacji przesladowania pracownika w miejscu pracy nalezy powiadomic przelozonego i Dzial Personalny (HR) w formie skargi na pismie (list pocztowy z potwierdzeniem odbioru lub e-mail). Jesli przemoc stosuje na pracowniku sam przelozony, nalezy zlozyc skarge do osoby wyzszej ranga od szefa oraz do HR-u. W sytuacji przesladowania jednego doroslego przez drugiego w miejscu pracy odpowiedzialnosc ponosi pracodawca oraz pracownik-przesladowca. Firma odpowiedzialna jest za zapewnienie bezpieczenstwa dla wszystkich pracownikow pozostajacych pod jej dachem oraz za ukaranie przesladowcy i ochrone ofiary w razie sytuacji z bullingiem. Firmy powinny miec oficjalny document opisujacy Politytyke Dyscyplinarna Firmy, ktory powinien byc dostepny w sieci komputerowej firmy lub na zyczenie z dzialu HR. Ofiara przesladowania badz swiadek przesladowania odpowiedzialni sa za zlozenie skargi na okrutne zachowanie jednego pracownika w stosunku do drugiego pracownika. Nalezy liczyc sie z reakcja nienawisci i checi zemsty od agresora jesli ten dowie sie kto na niego doniosl. Dzial HR zwykle wie ze tak jest i jest ostrozny z rozpowszechnianiem takich informacji. W malych firmach jest mala swiadomosc konsekwencji ujawnienia zrodla skargi i wieksze ryzyko skutkow ubocznych jej zlozenia.

Zlozenie skargi jest wazne z racji poczucia sily sprawczej w samoobronie oraz z racji kumulacji skarg od wielu pracownikow ktore moga doprowadzic do zwolnienia osoby stosujacej przemoc w pracy. W sytuacji braku reakcji firmy na skarge dyscyplinarna, pracownik powinien zawiadomoc o zajsciu instytucje ACAS oraz Zwiazki Zawodowe Unison (Union Representative – trzeba wtedy zapisac sie natychmiast do zwiazkow aby dostac od nich wsprarcie).  Jesli to nie poskutkuje mozna udac sie do prawnika (barrister jest tanszy niz solicitor) aby ulozyc profesjonalna skarge na pismie wystosowana do firmy oraz aby otrzymac pomoc w ewentualnym pozwaniu pracodawcy do Sadu Pracy (Employment Tribunal). Jesli sprawa wyglada powaznie np z powodu dlugotrwalego stresu lub objawow chorobowych (ktore czesto wystepuja w okolicznosciach bullingu dlugotrwalego), nalezy niezwlocznie rozwazyc przejscie na urlop chorobowy (GP) lub zlozenie rezygnacji z pracy podajac bulling jako powod na pismie w liscie rezygnacyjnym (potrzebujemy miec potwierdzenie odbioru takiego listu). Odejscie z  miejsca pracy jest w okolicznosciach silnego stresu i objawow chorobowych bardzo istotne z racji troski o swoje zdrowie oraz z racji zapobiegania powaznym psychicznym konsekwencjom bullingu na psychike czlowieka (trauma).

Ponizej podam liste przykladowych zachowan zakwalifikowanych wg czasopisma Psychology Today do grona zachowan skladajacych sie na przemoc emocjonalna / psychiczna:

1. Blokada danego tematu (nie rozmawia sie o sprawie)
2. Blokowanie wybiorcze tematow (nie rozmawia sie o sprawach)
3. Kwestionowanie tego co ktos mowi (co ty tam wiesz)
4. Lekceważenie tego co ktos mowi (nie sluchanie)
5. Przemoc pod przebraniem żartu (sarkazm nieakceptowany)
6. Obwinianie bez powodu (wciskanie kogos w poczucie winy lub zawstydzanie kogos)
7. Osądzanie kogos bez powodu (oszust, zlodziej, itd)
8. Trywializowanie (to nic takiego)
9. Podważanie (kwestionowanie prawdy, profesjonalnosci, wiedzy)
10. Grożenie (szantazowanie, zmuszanie do dokonania specyficznych wyborow)
11. Wyzywanie (obelzywe slowa czy wyzwiska)
12. Celowe „zapominanie” (lamanie obietnic raz a razem np odwolywanie waznych spotkan)
13. Rozkazywanie (pomiatanie – szczegolnie nieprzyjemne przy swiadkach)
14. Wypieranie się (klamanie)
15. Obraźliwe okazywanie złości (podnoszenie glosu, krzyki)

Tych zachowan moze byc wiecej i moga one byc jeszcze bardziej wyszukane. Moze zdarzyc sie ze kilku pracownikow przesladuje jedna osobe.

Trauma

Jesli stales sie ofiara przesladowania na jakimkolwiek etapie swojego zycia to moze sie to za toba ciagnac i mozesz cierpiec na psychologiczne konsekwencje tego co ci sie przytrafilo. Jesli masz objawy ktore cie niepokoja to koniecznie wybierz sie do swojego GP aby sprawdzic czy cierpisz na Zespol Stresu Pourazowego (po angielsku PTSD). Sa rozne typy terapii ktore moga pomoc w wyleczeniu sie z traumy. Z biegiem czasu coraz to wiecej nowych metod wprowadzanych jest do uzycia wiec czemu z nich nie skorzystac. Terapia jest jedna z tych metod.

Tresc umieszczona w niniejszym wpisie nie stanowi porady prawnej ani opinii prawnej. Zamieszczone tresci odzwierciedlaja jedynie informacje pozostajace w posiadaniu autora ktore ten dobrowolnie udostepnia czytelnikom w celu przyblizenia czytelnikom poruszanego tematu oraz paru mozliwych opcji postepowania pozostajacych zawsze odpowiedzialnoscia osoby ktora sama dane decyzje podejmuje w swojej sprawie. Autor nie odpowiada ze ewentualna szkode wyrzadzona zastosowaniem sie badz nie zastosowaniem sie do tresci zamieszczonej w niniejszym wpisie.

Czy mozna korzystac z terapii pod czyims przymusem?

Aby rozpoczac process terapii zwykle potrzebna jest swoista wewnetrzna gotowosc- gotowosc do tego zeby “cos w koncu z TYM zrobic”, gotowosc do zrobienia uzytku z wlasnej frustracji, z wlasnego gniewu lub smutku czy z wlasnej rozpaczy. Kiedy nasza sytuacja zyciowa staje sie dla nas nie do zniesienia, gdy lista pomyslow “co robic” juz sie wyczerpala, wtedy zazwyczaj pojawia sie ten wewnetrzny ognik gotowosci- ze to juz, ze to teraz bedziemy z TYM cos robic.

Czasami potrzeba do tego momentu “gotowosci wewnetrznej” konkretnej sytuacji kryzysowej. Taka sytuacja nieraz to bardzo silny konflikt, starch przed konsekwencjami spirali wydarzen, ktora pogarsza stopniowo nasze samopoczucie lub stosunki z drugim czlowiekiem. Moze to byc tez ultimatum dane przez zone/meza lub sytuacja wyjatkowo silnego napiecia zwiazanego z wlasnym dlugoterminowym, czesto ukrywanym, problemem.

Pojawia sie tez starch, ale on przychodzi troche pozniej, jak juz jestesmy jedna noga na drodze do zmian. Strach ze “wszystko sie zmieni”, starch ze nasza pozycja zyciowa, do ktorej sie juz troche przyzwyczailismy (mimo dyskomfortu), ulegnie zmianie, co nie pozwoli nam “bunkrowac sie” jak zwykle we wlasnych okopach.

Za te okopy wpuszczamy najpierw terapeute. Wpuszczamy go centymetr po centymetrze , co jest przeliczalne na tygodnie i na miesiace pracy terapeutycznej. Wpuszczanie terapeuty za okopy jest swoistym aktem odwagi. Terapeuci cierpliwie czekaja na ten moment poniewaz jest to wazny process tworzenia prawdziwej bliskosci miedzyludzkiej. Bliskosci bycia uslyszanym i zrozumianym. Bliskosci ktora prowadzi do empatii i do odsloniecia przed drugim czlowiekiem zaslon prowadzacych do Prawdziwego Ja.

Potem, jesli jestesmy na terapii z powodu zwiazku, wpuszczamy zwykle za te same okopy swojego partnera, bo chcemy czuc sie tak dobrze i blisko w towarzystwie osoby nam najblizszej. Chcemy odczuwac bycie zrozumianym, bo to odczucie jest najzwyczajniej w swiecie przyjemne. Ale czy zawsze da sie przeniesc bliskosc wydreptana malymi kroczkami w procesie terapii na grunt zwiazkowy?

Czesto jest to mozliwe i czesciej niz nam sie wydaje jest to naturalna kolej rzeczy. Czasami jednak nie jest to zdanie latwe. Zdarza sie tak w przypadku zwiazkow ktore maja juz dobrze opracowane sposoby wzajemnego zadawania sobie ciosow, gdy obie strony juz sie z ta “wojna podjazdowa” oswoily. Zatem gdy jeden partner otoworzy sie na swoje cierpienie i przyzna do wewnetrznej prawdy przed swoim swpolmalzonkiem, ten, zamiast ten moment docenic, zauwazyc i z nim empatyzowac, moze go wykorzystac zeby zadac (standardowy) cios. Wtedy najczesciej pojawia sie szok, blokada, ekspresowo powstaje nowy psychiczny okop, bo oczekiwanie bylo inne- ze prawda wewnetrzna zostanie spokojnie przyjeta, ze podjete zostanie usilowanie zeby ta prawde zrozumiec. Wtedy tez ludzie zaczynaja tracic nadzieje ze COS sie kiedys zmieni. Zaufanie zostaje nadszarpniete i bedzie trzeba je odbudowac.

Stawianie warunkow moze co najwyzej doprowadzic do tego ze ktos na terapie da sie “zaciagnac” pod wplywem przymusu. Taka terapia jest jednak plytka i nieszczera poniewaz jest “dla kogos”, a terapia zawsze powinna, predzej czy pozniej, byc “dla siebie”. Terapia “dla kogos” nie pochodzi z prawdziwej potrzeby serca klienta, lecz wylania sie jako odpowiedz na koniecznosc spelnienia “warunku” danego przez partnera/wspolmalzonka. Zwykle taka terapia jest bardzo ciezka i meczaca. Z biegiem czasu raczej nie przynosci pozadanego efektu. Terapia “dla kogos” moze natomiast przyniesc efekt zaskakujacy – partner ktory zaciagnal wspolmalzonka na terapie moze zaczac czuc intensywny poziom zlosci na terapeute. Dzieje, sie tak poniewaz od poczatku terapii w tle czailo sie niewyrazone oczekiwanie zeby terapeuta naprawil wspolmalzonka!

Naprawa kogos w terapii to iluzja i manifestacja dziecinnej mentalnosci osoby ktora taki scenariusz stworzyla w swiecie swojej wyobrazni. Jest to wyraz naiwnosci zyciowej oraz efekt braku wiedzy na temat terapii jako procesu, co oczywiscie moze zdarzyc sie kazdemu, szczegolnie, gdy ten ktos nigdy wczesniej z terapii nie korzystal. Naiwnosc owa nie jest jednak wymowka “na zawsze” lecz “na chwile”. Naiwnosc bowiem ustepuje miejsca wiedzy w momencie przeblysku swiadomosci . Naiwnosc, gdy zostanie skonfrontowana z rzeczywistoscia przez wiarygodne zrodlo- zwykle przez terapeute, przemienia sie w wiedze. Wtedy dojrzaly czlowiek zrozumie co zaszlo i odnajduje sie w nowym kontekscie sytuacyjnym starajac sie znalezc cierpliwosc badz zrozumienie dla swojego partnera. Niestety, mimo metryki, wielu ludzi nie cechuje sie dojrzaloscia zyciowa, co demostrowane jest przez specyficzne zachowania w stylu “foch” (dotyczy to na rowni kobiet i mezczyzn).

W sytuacji “focha” trudno jest naprawic relacje, bo zeby postapic dojrzale trzeba odwagi cywilnej i determinacji do stawienia czola sytuacji w sposob dorosly- przez rozmowe. Osoby niedojrzale po prostu uzywaja “focha” i znikaja “z pola bitwy”, a potem nieraz jeszcze oczerniaja innych zeby wybielic siebie. Oczywiscie czesto im sie to udaje, gdyz informacje serwowane w roznych srodowiskach sa nie do zweryfikowania.

Prawda jest taka ze ani zona (czy maz), ani terapeuta tego mezczyzny (czy tej kobiety) „nie naprawią”. Jest to brutalna prawda poniewaz odziera ona z niedojrzalych zludzen jednego (lub oboje) partnerow. Odarcie ze sludzen oznacza, ze nagle klient staje sie jedyna osoba odpowiedzialna za swoja przemiane, co czesto jest odkryciem przerazajacym poniewaz ta “nowo odkryta” odpowiedzialnosc wlasna zaczyna rozciagac sie w mgnieniu oka takze na przeszlosc i czlowiek juz nie moze sobie az tak klamac, ze jest 2niewinny”, ze wszystko robil “dobrze”, ze taki to niby z niej/zn niego “pechowiec”.

Odpowiedzialnosc za wlasne bledy jest obciazajaca i nieprzyjemna- i dobrze! Dlaczego? Poniewaz tylko wtedy, gdy poczuje sie to nieprzyjemne uczucie “poczucia winy” a mozne nawet “wstydu” staje sie ono dla nas motywacja zeby przeprosic, naprawic i zeby “od teraz” juz robic inaczej, robic dobrze.

Ludzie uczuciowo zagubieni odnajduja z czasem swoje poczucie winy i wstydu, bo tak zostalismy zbudowani, ze te uczucia pojawiaja sie w nas celowo. Pojawiaja sie w nas aby zmotywowac nas do dzialania, abysmy mieli swoj wlasny powod, zeby stac sie lepszym czlowiekiem. Wtedy jasne staje sie ze “nie chce czuc sie winny wiec naprawie to co zepsulem”, “nie chce czuc sie zawstydzony wiec podejme dzialania w celu przeproszenia osob poszkodowanych”. Tu, od odpowiedzialnosci za swoje zachowanie i jego skutki zaczyna sie prawdziwy kontakt z rzeczywistoscia. Czlowiek staje twarza w twarz z tym, ze chce sie zmienic, bo nie chce juz “taki” byc przede wszystkim dla siebie ale tez dla innych.

Ten moment prawdy o bliskosci ze soba samym, z trudnymi uczuciami ktore sa wewnatrz jest momentem “przyjscia” na terapie samodzielnie, bez przymusu. W takim punkcie wewnetrznego nastawienia na naprawe siebie “zmiana” jest mozliwa i wysoce prawdopodobna.

Na koniec przytocze stary dobry zart ktory idealnie podsumowuje esencje powyzej opisywanych tresci:

“Ilu psychologow trzeba, aby zmienic zarowkę?
Wystarczy jeden, ale zarowka musi chciec sie zmienic sama”